


Magia świateł, luster, muzyki, wystroju, oraz elementu zaskoczenia (jedynie "westernowe" drzwi oddzielają toaletę od części restauracyjnej; brak podziału na płci; brak papieru toaletowego i ręczników/suszarki) uczyniły nasz wieczór naprawdę bogatym.
Ponadto wreszcie znaleźliśmy chyba klub dla siebie! Pozostaje tylko odnaleźć go w następną sobotę.
To i tak nie przebije super czysciutkich kibelkow na brudstocku a dokladnie w Kostrzynie (pozdro dla Lupusa, Szymona i Miska jak to czytaja und Vincentego :-P )
OdpowiedzUsuńTy Podłoto! kibelek - marzenie sado - maso barokowe a knajpeczka winiarnia z pyszniusim kurczęciem na patyku grillowanym nawet zjadłam aż Zuziczek sie oburzy - bo mięsko dobrutkie jak rzadko
OdpowiedzUsuńbrzydko.... oj bardzo brzydko.... groze Ci paluchem!!
OdpowiedzUsuńa kibelek faktycznie.... no no no...
normalnie szczal bym na siedzaco XD
OdpowiedzUsuńTaki miałem plan, ale oszczane było.
OdpowiedzUsuńa zrobicie jeszcze kiedys update'a? :-)
OdpowiedzUsuń