piątek, 8 maja 2009

Bylam w domu







Majowy weekend spedzilam w domu :) . Tato nalegal, zebym przemyslala raz jeszcze czy aby napewno chce ryzykowac (swine flu) ale gdybym nie poleciala teraz, nie mam pojecia kiedy nadarzylaby sie nastepna okazja. Za dwa tygodnie robimy sobie 8o dniowe (jupi!!!!) wakacje u Gabryski w Budapeszcie (i, jak dobrze pojdzie, chwilke w Eger i Pecs). Potem w sierpniu/wrzesniu dwa tygodnie porzadnego byczenia gdzies... ale nie w Polsce. Nie w Polsce - bo tam zawsze trzeba latac jak z piorem w d... od wizyty do rewizyty, od lekarza, do urzedu etc. Ale kocham i tesknie za domem. Te krociutkie cztery dni daly mi niesamowitego kopa. Slonko, pelna chata (byl tez Jedrek z dziewczyna), chichy-smichy, pyszny chlebek goralski, pomidory pelne smaku i kiszone ogorasy, prosto z beczki, michaszki reddsik, (:>), wszedzie zapach kwitnacych bzow. (Wiecie, ze tu, bzy NIE pachna?!... nie tak, w kazdym razie.) I to goraco.... Niewiarygodne.

Tutaj kasztanowce juz niemal przekwitly, na drzewach widac malenkie, zielone czeresienki - "lato" - pomyslalby kto. Gowno, nie lato. Raz deszcz, raz slonko, wicherek (chocby malutki - zawsze). W torebce zawsze miej parasol i okulary sloneczne. (Tu uwaga dla mamy Bartka, ktora wkrotce nas odwiedzi) ubieraj sie na cebulke i najlepiej miej i czapke i rekawiczki i wiatrowke i krem z filtrem.

Nie zaliczylismy (my - przyjezdni: ja, Jedrek i Klaudia) lodow na Starowislnej (smutek), bo kolejka na pol godziny stania, bo dzieciaczki z bezruchu sie obudza... Nic to. Sie odrobi z nawiazka. PORADA: kazdy, kto odwiedza Krakow MUSI zaliczyc te lody (namiary: idz na Starowislna, blisko Kazimierza, Wisly i Galerii Kazimierz) az zobaczysz kolejke, kup koniecznie bakaliowe i poziomkowe (albo jagodowe). Jeden z obowiazkowych punktow wycieczki na liscie.

Dzieciaczki - o nich jeszcze napisze i NIE powstrzymam sie od nawrzucania fotek, na razie ogolniki. Dzieci sa SLICZNE i absolutnie rozne jak ogien i woda. A dzieli je zaledwie 20 dni :). I wiecie co? Potrzymalabym sobie takiego cieplucha teraz na rekach, bo to takie ... ja nie wiem ... takie fajne jakies, po prostu. (Glupia wypowiedz i z pozoru bez sensu, ale potrzymaj malenstwo na rekach a zrozumiesz - strach, ekscytacja, troska, wzruszenie, obawa, milosc - wszystko na raz :> ... w gruncie rzeczy latwo mi sie rajcowac bo to nie moje i jak zacznie plakac to oddam w rece mamy, ;>) i co ja jeszcze chcialam? A - ze nie pachna tak "typowo", pachna bardzo ladnie ale nie tak jak to zwykle bywa - nie oliwkami, pudrami, pierdolami. Pachna po prostu ... przyjemnie.

Dodam na koniec trzy slowa o Maksie - bidulek zostal wyproszony do przedpokoju... Smutno mi, bo to najfajniejszy pies na swiecie. Smierdoli mu z geby, jest stary i znajda ale jak tylko dzieci puszczaja bekse on tez zawodzi i przejmuje sie i chce chronic. I tesknie za nim tez... ech ("pies ktorego nigdy nie mialam"). A kot moze wszystko :P. Z drugiej strony... smierdoli mu bardzo :)

1 komentarz:

  1. daj cynk gdzie w swiecie i kiedy sie byczycie! przyjade, mam czas
    tesknie i nie zapominam

    OdpowiedzUsuń