




Zdjecia mocno opoznione. Mamy wytlumaczenie: niezbedny czas na aklimatyzacje i wizyta Mamy Elbiego (teraz ;>).
Bylo po prostu superowo. Slonce, (ja tam deszczu nie pamietam ;>), podroze pociagami, piesze wedrowki, Fajne Towarzystwo ;> i tanie wino :) mła! Nie odpoczelismy od angielskiego :D WARTO BYLO <"no-to-pa" Elb do tej pory cytuje>.
Bylismy w samym Budapeszcie, w Ey...ku (na festiwalu wina, ha ha), w Egerze (jedna nocka) i Pecs(dwie). Zaliczone wszystkie obowiazkowe wzgorza, zamki, kolejki (w tym obslugiwana przez dzieci - obserwowana z auta :P), mosty, metro i rejs Legenda (z dwoma lampkami szampana w cenie biletu). Zjedzony ajvar, pogacz i rurka cukrowa a nawet slodkosci z supercukierni (do ktorej ciagnie sie kolejka niczym jak po lody na Starowislnej). Nieposmakowany tokaj, gulasz i leczo.
Spanie w akademiku (z radiowezlowa pobudka o 6:30), u Gabki i Andrasa na porzadnym wyrku i w prywatnym apartamencie ;>.
Odwiedzony market dla turystow, odbyte sniadanie na trawie, odrzucone laznie na przekor :P.
Wrzuce pare fotek z rejsu Legenda. I skorzystam z okazji zeby poskarzyc sie ZNOWU na Elbiego, ktory wykasowal 1/3 zdjec i.... to se ne vrati :( i nie mam nic z Gabka (poza filmikiem z autobusu festiwalowego).
wieceeeeeeeej!!!!
OdpowiedzUsuń