W miniona sobote bylismy na meczyku. Stadion AVIVA.
Wuchta wiary, tej. Wnetrzne kojarzy mi sie z lotniskiem - masa korytarzy, krazacych po nich ludzi, rozmieszczonych co krok barow, dozownikow z keczupem i majonezem, recyklingowych koszy na smieci.
Mialam wrazenie, ze cale to picie, hot-dogi i burgery sa wazniejsze niz sam mecz rugby. Dla mnie, na pewno - tym bardziej, ze wynik byl masakryczny: 60-iles - do ZERA.






Fajny reportarzyk!
OdpowiedzUsuń