Wlasnie zaczalem (tradycyjnie) narzekac na jednorodnosc widokow, kiedy - z pomoca Esterki - zakumalem ze po drugiej stronie Tagu jest jednak inaczej. Na naszych oczach okolica stawala sie coraz bardziej wysuszona i jakby bardziej sloneczna. Szybko zaczelismy zauwazac slynne alentejanskie sady pelne korkowy debow.
Hotel Dom Fernando byl wcale wcale: mial w pokoju lodowke a przez drzwi "balkonowe" (w cudzyslowiu bo pokoj byl na parterze) wychodzilismy na basen!
I dzieki Bogu, bo Évora byla duzo bardziej parna, duszna i parzaca niz ktorekolwiek z miast ktore odwiedzilismy. Byla tez najpiekniejsza i najbardziej klimatyczna pod wzgledem... ogolnie... urbanistycznym? Chce powiedziec, ze to miasteczko (czy tez jego centrum) to nie jest tylko zbior ulic i budynkow, gdzie od czasu do czasu jedno z tych dwoch jest warte zobaczenia. Évora to jeden wielki, klimatyczny zabytek (zreszta cale centrum wpisane jest na Listę Światowego Dziedzictwa Ludzkości UNESCO). Kazdy naroznik wydawal sie odnowiony i wysprzatany oraz totalnie bezpieczny a na to wszystko zdawalo sie, ze od wiekow nic tu sie nie zmienilo. Zadne zdjecie i opowiesc nie odda tego klimatu, wiec zeby nie przereklamowywac juz wiecej powiem tylko: polecamy zwiedzenie!
Cienia tyle co nic, ale ja se poradze!
Dla szalenstw i imprezowania bym sie tu raczej nie wybral. Znaczy: moze sa tu szalenstwa i imprezy ale ja ich jakos nie odczulem. Raczej dla relaksu i kolacyjek warto tam pobyc i tu rodzi sie mysl, ze moze dwie noce zupelnie wystarcza zeby zaspokoic przecietnego turyste.
Akwedukt, jak widac.
Przebudzenie Swietej Agnieszki.
(inny) Kosciol naprzeciwko naszej noclegowni. Dlaczego do niego nie weszlismy? BO JESTESMY SUPER!
Targ warto odwiedzic, mimo ze nie rozni sie niczym od Poznanskiego "Bema", moze tylko tyle ze jest bardziej dziki: nie ma tu porzadnych namiotow a sprzedawcy nawoluja do klientow przez megafony.
Capela dos Ossos - Kaplica Kosci (cwaniacze nazwami z Wikipedii).
Zdecydowanie zbyt unowoczesniona i uturystyczniona zeby przerazac.
Mowilem juz o restauracjach? No tak. Wakacje powoli sie koncza, a kasy juz na poczatku bylo malo, jednak - jak to mowia - "czasami trzeba sobie dogadzac", oraz "jestesmy przeciez na wakacjach", a wiec wyszlo na to, ze na jedna lub dwie kolacje poza pokojem hotelowym mozemy sobie jeszcze pozwolic. Zreszta slawne Bacalhau nadal nie zostalo skosztowane!
Kelner (na zdjeciu za mna) to dran i pijak, ale ryba - jak na rybe - pyszna. NAWET Aga potwierdzi.
Zdjecie zarcia juz bylo wiec sobie podaruje. W zamian inne pysznosci:
Na koniec zdjecie zlosliwe.
Tak, zgubilem nas w miescie wielkosci groszka. Tak, mialem mape. Tak, zrobilem to w srodku nocy.
Ostatnie dni wakacji spedzimy w Lagos, celem totalnego plazowania. Ale o tym w nastepnym odcinku.




























Brak komentarzy:
Prześlij komentarz