wtorek, 12 stycznia 2010

Galway



Jakis tydzien po elbiego urodzinach pojechalismy do Galway. Elbiczek wygral voucher na dowolny (z listy) hotel. Wybor padl na Radisson - nasze pierwsze piec gwiazdek :) Zameldowano nas jako panstwo BERTOSZ.

Pogoda - tuz po koszmarnych ulewach i powodziach, niemilosierny wiatr i opady deszczu przerywane naglym gradem lub sekunda slicznego slonka. Nic dziwnego, ze wieksza czesc czasu spedzilismy w pomieszczeniach. A to pinta, a to goraca czekolada a to nieudana proba zwiedzenia muzeum (uniemozliwiona probami choru dzieciecego czy cus).
No i rozkoszowanie sie urokami hotelu: WAANNNAAA z goraca woda i czteroosobowe lozko :).
 A co najwazniejsze kolacja (i sniadanie) w fantastycznym open barze - raj dla lakomczuchow i tych co doceniaja dobra kuchnie. Pokochalam na nowo szpinak i grillowane pomidory. Elb z lekkim obledem w oczach probowal doslownie wszystkiego :D.

Smiesznostka: skomputeryzowana lodowka, przekazujaca wszelki ruch w mini barze na nasz rachunek.  Chcielismy wlozyc do niej nasza butelke wina (jakoze kazdy wie, ze mini bary hotelowe serwuja najdrozsze drinki na swiecie).Nalezalo wiec wyjac ichnie napoje; mimo ze wlozylismy je elegancko spowrotem na rachunku pojawila sie masakryczna kwota :)



















Miasteczko cudne. Male slodkie uliczki, sklepiki i kawiarenki. Nasz ulubiony z recznie robionymi zabawkami i przepiekna kwiaciarnia. Uroku dodawala atmosfera zblizajacych sie swiat, choineczki, swiatelka i niesamowita aura nadchodzacej burzy lub gradu. Ten dopadl nas w najgorszym momencie na alejce "pomiedzy" kanalami - uciekac mozna bylo tylko do przodu a tam zejscie daleko, daleko :) Moze elb wrzuci tu filmik.




1 komentarz:

  1. a ta Zuza to sklep z czym? nie wyglada jakos tak zbyt ekskluzywnie ;P

    OdpowiedzUsuń