środa, 30 czerwca 2010

Straszno-smiesznie

Ubieglego piatku, w nocy, jechalismy irlandzkim ambulansem.
Dzien nalezal do totalnie pechowych. Wszystko mi sie "walilo". Po przejsciach na poczcie (dzialanie pod presja czasu bo przesylka nie dotrze a nie ma doslownie niczego: pudelek na paczki, tasmy klejacej, pani nie przyjmuje kart etc.) bylam bliska placzu. Wrocilam do domu, obladowana zakupami, 2 godziny pozniej niz planowalam (a wstawalam o 5 rano).

Upichcilam elbiemu zrazy - cos innego niz kurczak (bo je go codziennie), mialo byc pieknie: wino, serwetki, piatkowa kolacja. Byl mecz w pubie, niepotrzebne klotnie a potem... Sprobowalam zraza. Nić (uzyta do jego zawiniecia utkwila mi w gardle - NIE MAM POJECIA JAK I O CO sie zahaczyla. Bolalo. Chcialam wyszarpnac - NIE DALO SIE! Strach i panika, wreszcie pekla (ale uczucie ze mam cos wbitego w gardle pozostalo). Dla dodania dramatyzmu nie omieszkam wspomniec, ze plulam krwia. Oboje sie wystraszylismy - stworzylismy historie, ze napewno byla tam igla  i to ona w gardlo sie wbila. ELB niewiele myslac wezwal karetke.

Kazali czekac godzine. Kiedy wreszcie panowie przyjechali (pod zly adres) troszku nas wysmiali: "czy w Polsce tradycyjnie robi sie zrazy igla i nitka?". Uprzedzili, ze spedzimy na pogotowiu 8 godzin w towarzystwie narkomanow i pijakow (do mnie to nie dotarlo i zadecydowalam, ze jednak jedziemy). Nie moge nie wpomniec, ze elb nie potrafil powstrzymac sie od komentarza i powiedziec, ze wlasnie spelnia sie jedno z jego marzen i nareszcie przejedzie sie karetka ;>.
Azjatycka pielegniarka spisala raport o naszym przypadku i kazala czekac. Osiem godzin.
O trzeciej nad ranem zarzadalam natychmiastowego powrotu. Przeciez ide rano do pracy a kolejka w ogole sie nie zmniejszala.(Poczekalnia to swietlica z telewizorem i maszynami z przekaskami i cola. I rzeczywiscie pelno podejrzanych typow, ktorzy pewnie siedzieli tam, zeby spedzic "milo" noc). Od kolezanki uslyszalam, ze to typowe dla irlandzkich poczekalni - mozesz "zaczekac sie na smierc" (ja przyjeli po kilkunastu godzinach oczekiwania!).

Rano nadal bylo troche strachu. Okazalo sie tez ze aby zrobic rtg trzeba udac sie do lekarza po skierowanie (50 euroskow) a potem rtg (80 euroskow).Postanowilam zaczekac.Wszystkich zatroskanych uprzejmie informuje, ze poki co wszystko jest -raczej-ok. Miewam uczucie kluchy w gardle - teraz sie z tego wszystkiego smieje ale czasem wyobrazam sobie, ze w moim gardle otorbily sie pozostalosci zlamanej igly z nitka...

P.S.
Zdjecia kradzione.

2 komentarze:

  1. Przygoda, przygoda!
    Każdej chwili szkoda!

    P.S.
    A masz zamiar zrobić coś z tą kluchą w gardle?

    OdpowiedzUsuń
  2. nie opisujcie takich rzeczy więcej (i nie miewajcie przygód takich) bo człowiek tu prawie zawału przez Was dostaje!

    OdpowiedzUsuń