W ostatni piatek, w przyplywie ulanskiej fantazji postanowilismy pojechac (wreszcie) do Belfastu :D. Decyzja zapadla o 21:30 - dajac nam godzine na zarezerwowanie spania, biletow i "spakowanie". (Rano okazalo sie, ze nie mielismy dezodorantow i skarpetek - ale co tam, wakacje ;>)
Dojechalismy ok 1:30.Po malych perturbacjach dotarlismy do hotelu. (Ta sama siec, co w Limerick ale duzo gorszy standard). Rano irlandzkie sniadanko (fasola, placek ziemniaczany, tost smazony w masle, jajko, grzybki duszone, kielbaska - wszystko na jednym talerzu umoczone w sosie pomidorowym) i w droge.
Pogoda byla przepiekna. Geby nam sie nie mogly przestac usmiechac - zwlaszcza, ze trafilismy na "karnawal" z okazji obrania nowego burmistrza.
Slyszalam, ze miasto brzydkie, a nam naprawde bardzo sie podobalo. (W takim sloncu tylko moje blade lico zle wyglada). Wyzsze niz w Dublinie budynki, policjanci z bronia za paskiem, mnostwo koszy na smieci i znakow przypominajacych o zakazie picia w miejscach publicznych.(Chociaz wypatrzylismy miejscowy sposob na obejscie przepisow - winko w plastikowych butelkach po roznych oranzadkach;>) Zarabisty ogrod botaniczny i klimatyczne uliczki, publiczne uzdrawianie na kleczkach. (Stali tacy natchnieni obok krzeselek z karteczkami gloszacymi chec natychmiastowej pomocy grupy wsparcia.Dla uwiarygodnienia na jednym siedziala placzaca starsza pani a przed nia kleczaly, glaszczace ja w pocieszeniu wolontariuszki.) Fajne stare taksowki i rozowe autobusy miejskie.
Zapomnialabym o cudnym markecie sw. Grzegorza/Jerzego, pod lekko przeszklonym dachem (cos jak ten w Budapeszcie), pelnym swiezego jedzenia i wszystkiego co mozna wytworzyc rekoma - od serwetek, przez buleczki na gobletach konczac : D (tenze sprezentowalismy elbiemu)
Bylo pierwsza klasa!
Nie no a gdzie IRA? Karabiny? Zamachy bombowe? Jestem niepocieszony ;)
OdpowiedzUsuń