Jako, ze kiedys uwielbialam tego pana (slabosc nadal pozostala) naklonilam ELBiczka na podróż do Figueres, do muzeum Salvadore Dali.
W tamta strone pociag byl pierwsza klasa: klima, laweczki, stoliczki, vending maszyny z lakociami, kosmicznie wielki kibelek (acz mechanizm drzwi zepsuty i mialam okazje widziec starszego pana podczas siusiania ;> - cala sytuacja niezmieszanego!).
Po podrozy maly aperitif - miejscowy cydr (obrzydliwosc metna) i calkiem zacny obiadek. Muzeum ( nie mielismy czasu na inne atrakcje tego miasta - a zachwalali muzeum techniki i zabawek) fajowskie (lepsze niz dom Gaudiego). Powrocily wszystkie te "dzienniki geniusza" etc. ELB jakowoz (:P) nudzil sie troszku.
Pociag powrotny - swietna okazja do klotni. Wsiedlismy w ten, ktory pojawil sie najszybciej na dworcu, zamiast chwile poczekac /- ale cala akcja wymagala podjecia decyzji w 50 sekund./ Bylo goraco, duszno, tloczno - jak w podmiejskim w pelni lata, pot na ELBiego skroniach i pomoc jakims belgijskim zamoznym turystom. Ja tam lubie takie niewygody - czuje, ze zyje i przezywam, ze tak powiem a ELB sie naburmusza ale co tam; kompan moj.
































Salvador Dali - król dopalaczy! :D A znasz Este tą jego tabelkę gdzie porównuje się z innymi słynnymi malarzami :D kozak hehe
OdpowiedzUsuń