środa, 6 października 2010

Wakacje w Hiszpanii - wstepniak

Juz prawie dwa tygodnie temu wrocilismy z Hiszpanii - az z lezka w oku oglada sie te zdjecia. (Aska - gdybys poleciala tam tydzien wczesniej :D ech). Pogoda platala nam figle, ale urlop to urlop - zawsze zajebiscie ;)

Bylismy u Andre - ELBiego kumpla z pracy. Portugalczyk, kiedys mieszkal w Irlandii, teraz zyje w Barcelonie. Zegnalismy go juz w jednym z dawnych postow na tym blogu.

Juz pierwszego wieczora zabral nas na domowke socjalizowac sie z jego wlasnymi znajomymi z pracy (glownie ludzie z Litwy i Rumunii, ciekawe - zyja tam i pracuja nie mowiac po hiszpansku).

 

W drodze na ta szalona zabawe zahaczylismy o fajerwerki

i w biegu podziwialismy pokaz muzyki, swiatla i wody na Montjuïc.

 Potem juz dzialo sie tyle, ze nie sposob opisywac z drobiazgowa szczegolowoscia i wlasciwa chronologia. Kazdy dzien (po nader obfitym sniadanku) wypelniony byl do poznej nocy bieganiem po miescie ( - miastach, bo namowilam ELBiego na wyjazd do Figueres, gdzie jest muzeum Dalego). Wrzuce randomowe zdjecia - a co tam i tak nie przekaze tu wszystkich emocji. Co ciekawsze wydarzenia - w osobnych wpisach.
Ogolnie: bylo wspaniale, ludzie serdeczni (cala kolejka w supermarkecie onomatopeicznie usilowala wytlumaczyc nam, ze stoimy przy kasie dla ludzi z autami na parkingu, pan w warzywniaku na migi pokazywal gdzie kupic pieczywo, inni z kolei chetnie pomagali mowiac WYRAZNIEJ acz po hiszpanisku ;>). Gospodarz nader goscinny, zapewnial, wszelkie potrzeby i urzadzil (po trosze przypadkiem) najpiekniejsza noc pozegnalna jaka moglismy sobie wymarzyc - wraz z lunaparkiem i niesamowitym pokazem sztucznych ognii (nr.2) na plazy, oraz - na sam koniec - kolacja polowa urzadzona na murku z widokiem na miasto noca, z czego niestety nie mamy zdjec (jak dotrze filmik to moze sie pochwalimy).


























I najbardziej niesamowite chmurzyska jakie widzialam (niekolorowane!)

3 komentarze: