środa, 31 października 2012

Panzano - festiwal


Festiwal ujmuje w oddzielnym wpisie, bo byl celem samym w sobie. Planujac podroz do Toskanii koniecznie chcielismy zaliczyc festiwal wina (nie musze dodawac, ze wino jest naszym ulubionym napojem alkoholowym). W zwiazku z tym, ze pomieszlam daty nie udalo nam sie zaliczyc wiekszego i bardziej popularnego festiwalu w Greve, ale elb znalazl cos mniej glosnego, wlasnie w Panzano  ale dla nas bomba :D.


Biletem wstepu byl sporych rozmiarow, zawieszony dla wygody, na szyi w zgrabnej burgundowej kieszonce  kieliszek. (Cena 15e). Tak zaopatrzonym wedruje sie po placu wokol ktorego rozmieszczone byly ciasno budki okolicznych przedstawicieli winiarni. Pic mozna bylo do woli, chociaz szczodrosc polewajacych byla rozna. Ku naszemu zdumieniu ani raz nie zaszumialo nam w glowach ale to glownie przez niewielka polewana ilosc i czas spedzony w kolejkach :D. Dysponowalismy takze ksiazeczka z lista wszystkich winiarni (19) i miejscem na notatki. Serwowali glownie dosc ciezkie czerwone wina na bazie sangiovese ale zdazylo sie rozowe a nawet grappa. Zasadniczo testowalismy tak od okolo 13 do 23ej














Elb znalazl swojego ulubionego winiarza - polewal szczodrze, znakomicie i chetnie rozmawial po angielsku. Jak sie okazalo Pan White (bo tak sie nazywal) byl Irlandczykiem, ktory przez jakis czas zyl w Stanach, (zrobil prawo jazdy po czterdziestce :D), poslubil Szwedko-Wloszke i osiadl w Toskanii zajmujac sie produkcja wina. Bardzo nam smakowalo, kiedy wiec uslyszal ze kupilismy butelke na 10 rocznice podarowal nam jeszcze jedna, ktora ma wytrwac do 2014. (Wbrew pozorom wina nie mozna przetrzymywac bez konca).


(Pan White)






I tak dalsza poroz z plecakami ciezszymi o dwie butle wina oraz pieczolowicie zapakowane kieliszki. A to dopiero poczatek!




Po festiwalu miejsce wygladalo troche smutno i pusto. Dotarlo do nas, ze miasteczko ozywa tylko raz w roku. Zgodnie z tym, co mowil Pan Sergio, festiwal wcale nie jest robiony dla turystow ale dla tych dwoch, trzech kulinarno/winiarskich znanych krytykow, ktorzy byc moze rozreklamuja potem jakas marke w swiecie. Podobno cala ta zabawa bardzo duzo ich kosztuje i czesto ilosc sprzedanych butelek wcale nie zwraca poniesionych kosztow. Pan Sergio zauwazyl tez, ze wszyscy tam dziela czas w biznesie na przed i po "wiezach" - czyli przed i po ataku w Stanach. Ilosc turystow gwaltownie spadla i kryzys jest bardzo odczuwalny.









Brak komentarzy:

Prześlij komentarz