
Dzisiaj - zeby nie poddawac sie paskudnej pogodzie i nie spedzac trzeciego dnia z dlugiego weekendu (Bank Holiday) w domu wybralismy sie do kontynentalnego sklepu Rasputin po majonez, mleko laciate i michaszki :) a potem do oslawionego Castletown House. I smiac mi sie chce - znowu cos nie tak - zamkniety z powodu renowacji. Deszcz siapil nieustannie, Elb marudzil i "dziobal" mnie tymi kulkami od parasola ale summa sumarum bylo fajnie... no i te michaszki ;>
Obadalismy tez mroczny cmentarz, ktory ELB mija codziennie idac do pracy (ten wyjatkowo byl dzis dostepny), ale okazal sie nie byc tak stary jak sie spodziewalismy.
A jutro znowu do kieratu. Mieszkania nadal szukamy :/
Przepiekniscie tam macie zielono... no cudnie!!
OdpowiedzUsuńi wody w aerozolu kupowac nie trzeba bo zrasza nas wprost z nieba :))
OdpowiedzUsuń:)
OdpowiedzUsuńWspomniany cmentarz jest najmniej mrocznym cmentarzem na świecie.
OdpowiedzUsuńZielono jak sie patrzy :-) W polsce cieplo, czasami popada, ale tak zielona jak u was... pozazdroscic tylko :-)
OdpowiedzUsuń