poniedziałek, 4 czerwca 2007

Castletown House



Dzisiaj - zeby nie poddawac sie paskudnej pogodzie i nie spedzac trzeciego dnia z dlugiego weekendu (Bank Holiday) w domu wybralismy sie do kontynentalnego sklepu Rasputin po majonez, mleko laciate i michaszki :) a potem do oslawionego Castletown House. I smiac mi sie chce - znowu cos nie tak - zamkniety z powodu renowacji. Deszcz siapil nieustannie, Elb marudzil i "dziobal" mnie tymi kulkami od parasola ale summa sumarum bylo fajnie... no i te michaszki ;>
Obadalismy tez mroczny cmentarz, ktory ELB mija codziennie idac do pracy (ten wyjatkowo byl dzis dostepny), ale okazal sie nie byc tak stary jak sie spodziewalismy.
A jutro znowu do kieratu. Mieszkania nadal szukamy :/








5 komentarzy:

  1. Przepiekniscie tam macie zielono... no cudnie!!

    OdpowiedzUsuń
  2. i wody w aerozolu kupowac nie trzeba bo zrasza nas wprost z nieba :))

    OdpowiedzUsuń
  3. Wspomniany cmentarz jest najmniej mrocznym cmentarzem na świecie.

    OdpowiedzUsuń
  4. Zielono jak sie patrzy :-) W polsce cieplo, czasami popada, ale tak zielona jak u was... pozazdroscic tylko :-)

    OdpowiedzUsuń